
Patostreaming funkcjonuje w przestrzeni pozornie dobrze uregulowanej: mamy przepisy karne, normy ochrony małoletnich, regulacje dotyczące usług cyfrowych i standardy odpowiedzialności dostawców usług online. A jednak — w praktyce zjawisko wciąż się przetwarza, migruje między platformami i wymyka się skutecznej kontroli.
Pytanie jest zatem zasadne: czy to prawo nie działa, czy może działa jedynie w warunkach, których współczesny internet już nie spełnia?
Jakie przepisy mamy? (i dlaczego działają połowicznie)
a) Kodeks karny
Do patostreamingu stosuje się m.in.:
- art. 207 k.k. (znęcanie się),
- art. 255 k.k. (nawoływanie do przestępstwa),
- art. 200b k.k. (propagowanie przemocy lub okrucieństwa),
- art. 202 k.k. (treści z udziałem małoletnich).
Są to jednak przepisy o charakterze indywidualnym, reagujące punktowo na konkretny czyn. Internet natomiast generuje zjawiska o charakterze środowiskowym, algorytmicznym i masowym, co osłabia skuteczność klasycznej reakcji na przestępstwo.
b) Kodeks rodzinny i opiekuńczy (k.r.o.)
Narażenie dziecka na treści przemocowe może stanowić podstawę interwencji sądu rodzinnego jako zagrożenie dobra dziecka (art. 109 k.r.o.). To jednak instrument następczy, stosowany wobec rodziców lub opiekunów, a nie wobec platform czy twórców treści.
c) Ustawy medialne
Polskie prawo medialne jest historycznie dostosowane do tradycyjnych nadawców — telewizji, radia, VOD. Twórcy internetowi działają poza reżimem obowiązków właściwych nadawcom audiowizualnym, co tworzy obszar regulacyjnego „półcienia”.
d) Akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA)
DSA nakłada na największe platformy obowiązek:
- szybkiej reakcji na treści nielegalne,
- oceny ryzyka systemowego,
- zapewniania przejrzystości algorytmów,
- wdrażania środków zapobiegających szkodliwym treściom.
Choć DSA wprowadza najwyższy dotąd standard bezpieczeństwa usług, nadal ma charakter horyzontalny, nie odnosząc się wprost do patostreamingu jako zjawiska specyficznego i zmiennego.
Trudności dowodowe: internet jako środowisko nietrwałe
Prawo karne wymaga stabilnych dowodów. Internet dostarcza treści ulotnych, dynamicznych i niepowtarzalnych.
a) Transmisje live
Patostreamy często nie są archiwizowane przez twórców. Jeżeli widz nie nagrał transmisji, materiał dowodowy w praktyce przestaje istnieć.
b) Znikające treści i migracja między platformami
Treści są usuwane, ukrywane, przenoszone na nowe kanały. Twórcy stosują techniki unikania identyfikacji:
- zmiana kont,
- mirrorowanie transmisji,
- hostowanie na platformach o niższej moderacji.
To utrudnia ustalenie sprawcy, ciągłości zachowania i rekonstrukcję czynu.
c) Problem autentyczności materiałów
Nagrania tworzone przez osoby trzecie mogą być niepełne, edytowane lub pozbawione metadanych. Dla procesu karnego to realny problem, bo wymaga biegłych i dodatkowych analiz technicznych.
W efekcie prawo działa z opóźnieniem, a część zjawiska wymyka się możliwości procesowego uchwycenia.
3. Brak systemowych regulacji: patotreści nadal w szarej strefie prawnej
W polskim porządku prawnym nie istnieje pojęcie patostreamingu. Nie ma także:
- zakazu transmitowania przemocy w celach rozrywkowych,
- regulacji dotyczących ekonomicznego wspierania patologii (donejty),
- wymogu prewencyjnego filtrowania live content.
Prawo reaguje dopiero wtedy, gdy dojdzie do konkretnego czynu zabronionego, a nie do tworzenia środowiska ryzyka, które do tych czynów prowadzi.
Tymczasem patostreaming ma charakter systemowy, nie incydentalny — co prawo materialne w obecnym kształcie słabo adresuje.
Propozycje rozwiązań: jak można wypełnić lukę
a) Wyspecjalizowane procedury dotyczące treści live
Potrzebny jest model, w którym:
- zgłoszenie patostreamu uruchamia ekspresową ścieżkę moderacji,
- platforma ma obowiązek tymczasowego wstrzymania transmisji do czasu weryfikacji,
- organy ścigania otrzymują dane i kopię transmisji automatycznie.
To wymaga regulacji na poziomie ustawy lub rozporządzenia implementującego DSA.
b) Twarde obowiązki platform
Możliwe kierunki:
- obowiązek wdrożenia systemów filtrowania i detekcji przemocy w treściach live,
- wymóg realnej weryfikacji wieku,
- ograniczenie monetyzacji treści wysokiego ryzyka,
- nakaz archiwizacji materiałów po zgłoszeniu naruszenia.
c) Sankcje finansowe
Brak reakcji platformy powinien skutkować:
- karami administracyjnymi (na wzór GDPR/DSA),
- odpowiedzialnością cywilną wobec osób dotkniętych treściami.
Dopiero ekonomiczna odpowiedzialność tworzy realne bodźce do zmiany praktyki.
d) Definicja i zakaz patotreści
Warto rozważyć ustawowe wprowadzenie:
- definicji patostreamingu,
- zakazu rozpowszechniania patotreści,
- typów kwalifikowanych związanych z monetyzacją patotreści.
Byłaby to pierwsza regulacja bezpośrednio mierząca się z fenomenem środowiskowej cyberprzestępczości.
5. Czy potrzebujemy „ustawy anty-patostreamingowej”?
Z perspektywy praktyki organów ścigania, ochrony małoletnich, efektywności DSA i standardów odpowiedzialności platform — tak.
Nie chodzi o tworzenie kolejnego przestępstwa „dla samego przestępstwa”, lecz o:
- stworzenie ram prewencyjnych,
- nadanie organom ścigania realnych narzędzi,
- zobowiązanie platform do systemowej reakcji,
- dostosowanie prawa do zjawisk o charakterze dynamicznym i algorytmicznym.
Internet nie jest ani anarchią, ani klasycznym medium. Jest środowiskiem, które może sprzyjać powstawaniu nowych form przestępczości.
Odpowiedzią na to nie mogą być przepisy punktowe, lecz model regulacyjny, który traktuje patostreaming jak zjawisko strukturalne, a nie jedynie sekwencję pojedynczych czynów.
Podsumowanie
Obecne prawo daje narzędzia — ale reaguje tylko na to, co już się wydarzyło. Brakuje regulacji prewencyjnych, systemowych i dostosowanych do mechaniki platform, a więc do środowiska, w którym patostreaming powstaje.
Dlatego odpowiedź na pytanie, czy potrzebujemy nowej ustawy, brzmi: nie tyle potrzebujemy nowego przepisu karnego, ale nowego modelu ochrony prawnej w cyberprzestrzeni.
Stan prawny na dzień: 13 stycznia 2026 roku








